Budzenie się o 2 3 w nocy
Hej wszystkim, piszę tutaj, bo już naprawdę opadają mi ręce i nie wiem, gdzie szukać ratunku, a widzę, że na tym forum wiele z Was przechodzi przez podobne piekło. Mam 44 lata i od kilku miesięcy moja codzienność to jakaś totalna walka o przetrwanie przez koszmarną bezsenność. Zawsze spałam jak suseł, a teraz? Zasypiam z wielkim trudem, a potem budzę się z zegarkiem w ręku o 2:00 albo 3:00 nad ranem. Potem kręcę się w łóżku do rana, a dzień zaczynam z poczuciem, jakby przejechał po mnie walec. Jestem permanentnie zmęczona, rozdrażniona i mam wrażenie, że przez ten brak snu powoli tracę kontakt z rzeczywistością, co odbija się na mojej pracy. Czy to już ten słynny początek perimenopauzy? Czy któraś z Was miała tak w tym wieku i znalazła na to jakiś skuteczny sposób? Błagam, podzielcie się swoimi doświadczeniami, bo ziołowe tabletki i melisa już dawno przestały na mnie działać. Szukam jakiejkolwiek iskierki nadziei, że to minie i znowu będę mogła normalnie przespać całą noc.
Dzien dobry, u mnie jest troche dluzsza historia z bezsennoscia polaczona z depresja. Jesienia zeszlego roku udalo mi sie odejsc od lekow na spanie. Spalam w miare dobrze do poczatku tego roku, czyli radosc trwala ok 3 m-cy. Dostalam na ten problem lek Trazodone Neuraxpharm. Doszlam do dawki 150. Poza kilkoma wyjatkami zasyliam bardzo dobrze, alenadal zdarzaja sie noce kiedy przebudzam sie kilka razy, ale tkwie wtedy w takim polsnie. Mam trzy koty i one zaczynaja dzien o 4 rano... Ja do pracy wstaje o 4.45 wiec na ogol dzien zaczynam razem z siersciuchami. W weekend nie jestem w stanie odespac bo po porannej kociej pobudzce zasypiam i budze sie ok 6-7. Do pracy wstaje bez problemu, choc sa dni, ze odczuwam sennosc, na ktora nie pomaga kawa. Za to codziennie spie po poludniu, nawet po 1.5h. Tak wiec sa leki, ktorw choc troche miga ulzyc w problemie.
Witam, mam 44 lata i od około roku jestem permanentnie zmęczona. Rano ledwo wstaję i już po godzinie marzę żeby położyć się dalej spać. Każdy dzień to dla mnie wyzwanie żeby go przetrwać. Niby zasypiam szybko ale dwa trzy razy wybudzam się w nocy. Do tego cierpię na przewlekłe migreny 2-3 razy w miesiącu które mocno wpływają na mój wzrok. Jestem tym wykończona, ta ciągła senność jest nie do opanowania. Czy to kiedyś minie ?
To też moja zmora, ale ja też mam nos w komórce w łóżku przed zaśnięciem i też odsypiam w weekendy bo kiedy.
Cześć. Ja biorę melatoninę i jest lepiej ale nie idealnie. Tyljo , że ja wciąż popełniam grzechy o których pisała Menoadminka czyli pykam na komórce przed snem albo dosypiam nieprzespane noce w weekend.
Witaj, w wieku 44 lat to, co opisujesz, to wręcz podręcznikowy, klasyczny objaw zmian hormonalnych wynikających w z wygaszania żeńskiej płodności, kiedy nasze hormony zaczynają szaleć, a poziom estrogenów i progesteronu drastycznie spada. Te nocne wybudzenia to bezpośredni skutek tego hormonalnego rollercoastera, który całkowicie rozregulowuje nasz wewnętrzny ośrodek snu w mózgu. Kluczowe jest wprowadzenie tak zwanej higieny snu, bo nasze ciało w tym okresie potrzebuje zupełnie innych warunków niż kiedyś. Przede wszystkim wywietrz sypialnię przed snem, tak żeby temperatura nie przekraczała 18 stopni, i zainwestuj w przewiewną, bawełnianą lub bambusową piżamę oraz pościel, które pomogą przy nocnych potach. Całkowicie odetnij ekrany, telefon i telewizor na minimum godzinę przed położeniem się do łóżka, bo niebieskie światło blokuje wydzielanie i tak już nadszarpniętej melatoniny. Postaraj się też kłaść i wstawać o rygorystycznie tych samych porach, nawet w weekendy, żeby spróbować na nowo zaprogramować Twój biologiczny zegar. Unikaj ciężkiego jedzenia, alkoholu i kofeiny późnym popołudniem, bo one tylko potęgują problem. To wymaga trochę dyscypliny i nie zadziała jak magiczna różdżka z dnia na dzień, ale w połączeniu ze śledzeniem objawów w MenoNawigatorze da Ci poczucie kontroli i na pewno przynajmniej trochę złagodzi te najgorsze noce. Trzymaj się ciepło, to jest do ogarnięcia, tylko musisz dać sobie trochę czasu i wsparcia!